CEGIELKI POD BUDOWĘ DOMKU SKRAJNIE INTROWERTYCZNEJ ŚWINKI.

Pierwsza cegiełka: PUTIN – z angielskiego Mr. Bad Wolf.

Mr. Bad Wolf próbuje nawiązać interakcję z napotkaną świnką z wiejskiej.  Ta (świnka) widząc element świata zewnętrznego błyskawicznie przemienia się w nieruchomą, introwertyczną poczwarkę, sparaliżowaną panicznym lękiem przed gościem.
Postać prezydenta Federacji Rosyjskiej zostaje od razu zanegowana, i jako element wrogi wyproszona z piaskownicy. Poczwarka z wiejskiej tonie w zwałach kokonu niedopuszczając do żadnych kontaktów z otoczeniem. I tak, w białych ścianach kokonu polskojęzyczny polityk, niczym pacjent z Tworek złorzeczy na imago – prezydenta W. Putina.

Druga cegiełka – RUSKI AGENT.

W tej niechlubnej roli występuje autor, który wierzy w otwarte społeczeństwo obywatelskie i dlatego prezentuje odmienne postawy, niż feudalny stan umysłu stada polskich lemingów narzucony przez zdrajców  z wiejskiej.
Obywatel, który pyta o racją stanu pchania narodu polskiego w nieswoje wojny, niezgadza się na bratanie z neobanderowcami i niszczenie polskiego przemysłu i rolnictwa od razu otrzymuje tytuł ruskiego agenta i zostaje skazany na banicję z życia publicznego.

Trzecia Cegiełka – SEPARATYŚCI.

Budzą oni grozę i postrach nie tylko na salonach pałacu, Króla Czekolady i jego złodziejskiej świty, bo wznoszą krzyk – Król jest nagi! – ale i dla polskiej infantylnej racji stanu, która przesiąknięta rusofobią gotowa jest wpędzić kraj w wojnę i wymazać go z mapy Europy.
Świnka na wiejskiej postrzega separatystę, jako zawieszony w czasie wyrok na samą siebie. Dlatego tak panicznie boi się przebicia prawdy o konflikcie w gospodarstwie Ukraina do szerszych mas polskiego społeczeństwa.
Polskojęzyczna agentura dobrze wie, że jeśli przebudzi się kilka procent społeczeństwa, to lawina świadomości rozleje się na naród i dojdzie do swiniobicia. Dlatego jedynym wyjściem jest wplątanie Polski w wojnę z Rosją. I wykrwawienie nas. Wówczas pozbawiona swoich dzieci ojczyzna będzie polem pod zasiew nasion narodu specjalnej troski, który okupuje dziś Palestynę.

That’s all folks!

Staś Gąska

Reklamy

RUSKI AGENT – ÓSMY PASAŻER NOSTROMO

Jeśli boisz się czegoś, wiedz, że przyczyna twego strachu tkwi nie poza tobą, lecz w tobie.
Lew Tołstoj.
Kto by pomyślał, że wychodowana w podziemiach Kremla istota – wroga Polsce i Polakom – mogła mnie przeciągnąć na ciemną stronę mocy. Przecież odebrałem stosowne wykształcenie z niemiecko-żydowskich mediów dla słowiańskich niewolników.
Niestety pewnego pochmurnego dnia zjawił się ruski agent i wyrwał wtyczkę od telewizora, po czym bez pardonu zaczął zadawać pytania.
Zdałem sobie wówczas sprawę, że złej myśli nie można odpędzić, gdy przyjdzie do głowy, ale można zrozumieć, że jest zła dlatego odczyniłem uroki i rzuciłem się w gnojówkę polskojęzycznych gazet, aby złamać kręgosłup kremlowskiej hydrze.
Niestety! Ruski agent nie dawał mi spokoju. Zupełnie niczym Obcy – ósmy pasażer Nostromo, pani Ellen Ripley (Sigourney Weaver) aż do złożenia ovum.
Ovum RA dojrzewało procesie oogenezy do dnia, w którym wykluło się agenturalne piskle w mundurze KGB. Złapało od razu saperkę i okopało się w moim mózgu dokonując ataku na trzy fundamentalne zdobycze demokracji.

Po pierwsze: święty obowiązek głosowania – największą cywilizacyjna zdobycz polskiego pogłowia. Pewny byłem, że na tym sucharze RA połamie  zęby, ale on tylko schrupał suchara (bez zapoiki) zacytował Arystotelesa – coś o osłach i hienach – i naganem zagonił do sali kinowej przesiąkniętej, gęstym mrokiem Kremla.
Na białym płótnie ukazał się ruchomy obraz z podkładem dźwiękowym. Ujrzałem dwa stany społeczne – czarnego niewolnika i pańszczyźnianego chłopa. Oba stany choć różniły się ubiorem i kolorem skóry, to posiadały wspólny mianownik – niewola. Obie warstwy ratyfikowały ten stan zamaszystym podpisem analfabety – prostym  w swej konstrukcji krzyżykiem.
Dzisiaj mamy ten sam stan umysłu. Biegamy na wybory z długopisem w dłoni, niczym trójzębem Posejdona, aby dać popis naszej inteligencji i zakreślić na kartce krzyżyk, jak analfabeta, a następnego dnia wrócić do obrabiania pańszczyzny.

Po drugie: RA poruszył problem walki klas i finansów publicznych, gdzie nieodzowanym narzędziem ratunku, była prywatyzacja mienia narodowego.
Na tym polu, Polacy dzielnie prowadzili walkę między sobą zgodnie z dewizą pruskiego kanclerza Bismarca, że wystarczy dać Polakom władzę, a sami się wykończą, choć bardziej by pasowało – dać Polakom telewizor, a sami skoczą sobie do gardła.
I tak rozpoaczął się oberek szaleńca: górnicy klasa darmozjadów z nierentownymi kopalniami. Stoczniowcy obiboki zagrażający niemieckim i francuskim stoczniom w dobie wolnego rynku. Rolnicy, następna grupa pasożytów i leni. Nie wolno na nich łóżyć i wspierać pod groźbą rozstrzelania, bo mamy niemieckie, kurwa, Kaufmany, a tam wszystko rośnie bez żadnego nakładu pracy i pieniędzy. Lasy państwowe i leśnicy, ba, jak korniki. Wytępić, a lasy rozprzedać. Koniec z klasą burżuazyjno-próżniaczą.
Ale i tu RA postrzegał walkę klas w zupełnie innym świetle.
Społeczeństwo było dla niego organizmem złożonym z części, z których każda pełniła określoną rolę i zaspakajałą pewne potrzeby. Porządek społeczny utrzymywał się tylko na skutek zgody w pewnym zakresie co do istniejacych stosunków społecznych. A do nieposłuszeństwa dochodziło z powodu konfliktów, gdy zaistniały warunki zmniejszające zakres prawomocności stosunków społecznych.
Następnie RA przypomniał mi program polskich pozytywistów, ktorzy twierdzili, że społeczeństwo polskie potrzebuje równomiernego rozwoju wszystkich warstw i dziedzin życia. Polacy muszą pomnażać osobisty majątek, a przy tym tworzyć miejsca pracy dla uboższych obywateli oraz dbać o ducha i inteligencję narodu, a nie tracić wszystko na powstaniach lub wojnach, które od ponad dwustulat nie są ich wojnami.
Przypomniał mi również, że praca polskich pozytywistów umożliwiła nam przetrwanie nacjonalizmu i szowinizmu wielkoniemieckiego Kulturkampfu i działalności Hakaty oraz przyczyniła się do ekonomicznego przetrwania narodu polskiego, który musiał zmagać się z wrogim nam, niemieckim ustawodawstwem zabraniającym międzyinnymi budowy nowych domów przez polskich posiadaczy nieruchomości, czy dających pierwszeństwo wykupu ziemi Niemieckiej Komisji Likwidacyjnej.
Deja vu? EU?
I po tej przeintelektualizowanej tyradzie, RA wyciągnął z kąta słomianą kukłę z napisem Polska i upierdolił jej szabelką ręce i nogi, jako metaforę zamykania w sposób bandycki polskich sektorów przemysłu i rolnictwa. I wtedy przyszło olśnienie.
Cóż kadłub państwa polskiego może zdziałać w takiej postaci?
Co najwyżej zesra się pod siebie, by następnie egzystencjonalnym i romantycznym tonem rzucić pytanie „A kto po mnie posprzą? Ba! Kto mi dupę podetrze?”

I po trzecie: emigracja. Sztandar ten dumnie powiewa nad głowami Polaków sławiąc wielkie dzieło i osiągnięcie polskiego społeczeństwa. Wyjazd umożliwił Polakom czerpanie z życia pełnymi garściami, prace i bogacenie się. A okupującej nasz kraj polskojęzycznej agenturze spokój przed zamieszkami i gniewem ulic.
Tu, RA wzkazał na pancerne kolumny polskiego pogłowia uzbrojone w wiadra i mopy pędzące z pianą na ustach (zaawansowane BSE) wprost nad przepaść unijnego dobrobytu, aby podmywać dupy niemieckim faszystom, latać na zmywaku w angielskim barze, udając dewizjon 303 etc. etc.
I tak, RA wyrwał mnie z okowów pióra unurzanego w gnoju anytpolskiej propagandy i przemienił w Obcego – ósmego pasażera Nostromo, na ojczystej ziemi pod okupacją niemiecko-żydowską.

Staś Gąska.

DRAGONI

Kilka dni temu Podlasie stało się przystankiem dla światowych szerzycieli rzeżączki z US Army. Podlasianie witali ich kwiatami, śpiewem, tańcami oraz lokalnymi przysmakami – pizzą i wódką.
Tego dnia wszystko było inne. Piękne. Bezpieczne i radosne. A to dlatego, że dzielni marines z US Army przegnali Armię Czerwoną i generalismusa Putina.
Tenże dyktator – żywe wcielenie Hitlera i Stalina – zasłynął z wielu niedemokratycznych posunięć.
Referendum na Krymie bez jednego wystrzału. Obrona mniejszości rosyjskiej w sztucznym gospodarstwie zwanym Ukrainą. Zablokowanie ludobójczej misji USraella przeciwko narodowi syryjskiemu. Ba, Putin nawet nawiązał gospodarcze stosunki z krwawym Iranem, który od ponad dwustu lat nie prowadził z nikim wojny.
Ale nie o to chodzi, by wymieniać zbrodnie putinowskiej Rosji i zestawiać je z owocami US Army i NATO w Iraku, Afganistanie, Libii, Syrii, czy ba, w byłej Jugosławi…
Tam przecież owoce korporacyjnej demokracji liczy się w milionach ofiar, które same prosiły się o kulę z napisem – za demokrację.
Zastanawiam się czy pogłowie z Podlasia, które zebrało się na Rynku Kościuszki w Białymstoku jest statystycznym wyznacznikiem większości polskiego społeczeństwa, bo jeśli tak, to jako naród utraciliśmy zdrowy rozsądek i umiejętność krytycznego myślenia.
Ale do rzeczy.
Jak można ocenić dorosłego faceta robiącego słodką focię z amerykańskim żołnierzykiem? No, kurwa, panowie?! A kobietę z pociechą na rękach, która pakuje dupę do wozu i z uśmiechem krowy z objawami BSE pozuje do pamiątkowej fotografii. Czy w jej kurzym móżdżku, pojawiły się obrazy serbskich, afgańskich, irackich, czy libijskich matek, które dzięki amerykańskim i natowskim trepom straciły dzieci?
A co można powiedzieć o młodych Podlasiankach, które gotowe były służyć oralistyką 24/7 z opcją – rozstaw krocze, gdyby tylko US Army postawiła na Rynku Kościuszki namioty polowe? Ba, córeczki gotowe byłyby sprawić rodzicom czekoladową kinder niespodziankę!
A teraz najważniejsze…
Dla lemingów z Podlasia wizyta US Army – tych kilka wozików z pikawkami – była, proszę nie spaść z krzesła – potwierdzeniem naszej niepodległości i silnej pozycji w NATO.
Czy ten naród lubi powielać te same błędy przez stulecia. I bez żadnego krytycyzmu przeć głową w zad UE i NATO? Czy Polakom zamieniono głowy z telewizornią? Ustawiono odpowiednie fale do odbioru i ucięto palce, abyście nie majstrowali przy pokrętle?

Staś Gąska.